„Wiele „dobrze wychowanych” dzieci to nie są dzieci, które potrafią samoregulować swoje emocje i zachowanie. One po prostu się boją.”

Bardzo łatwo zobaczyć różnicę w relacji dziecka z rodzicami, czy jest oparta na szacunku, zaufaniu i bezwarunkowej miłości, czy też na strachu, kontroli i miłości, która jest odmawiana bądź darowana zależnie od stopnia posłuszeństwa i „dobrego zachowania” dziecka. Niektórzy dorośli tak bardzo obawiają się puścić kontrolę i zaufać, (i sobie i dzieciom) ponieważ nie doświadczyli radykalnego zaufania, szacunku i miłości która nie była obwarowana żadnymi warunkami w swoim dzieciństwie. A „kultura”, w której żyjemy wciąż nakłania nowe pokolenia rodziców do trzymania w ryzach „małych nicponi”, do podtrzymywania kontroli, która oparta jest na strachu, lękach i mitach.
Ten pejcz wiszący nad dzieckiem nie musi wcale przybierać formy fizycznej kary, słynnego szlabanu (na korzystanie z technologii słodycze, wyjścia czy cokolwiek innego) krzykiem, milczeniem czy inną wyrafinowaną karą . Wystarczy, że dziecko wie, że w razie nieposłuszeństwa czy bycia „niegrzecznym”, rodzic odmówi mu swojej obecności, troski, opieki, czasu, odizoluje od siebie, odmówi miłości…
Jak pisze Alfie Kohn: „Dominującym problemem wychowawczym w naszym społeczeństwie nie jest pobłażliwość, lecz strach przed pobłażliwością. Tak bardzo boimy się rozpuścić dzieci, że często kończymy nadmiernie je kontrolując.”
Nasze rodzicielstwo to rodzicielstwo oparte na szacunku i zaufaniu — bez kar, nagród i manipulacji. W naszym domu nie ma miejsca na słowa „grzeczna” czy „niegrzeczny”. Nie tresujemy, lecz z radością towarzyszymy. O tym właśnie m.in. piszę w moim e-booku „Wolne Dzieciństwo. O wolności w edukacji i życiu bez szkoły”.

Pełna zgoda, choć napisał bym inaczej:
Dziecko REAGUJE, a jeśli jego reakcja się komuś nie podoba, to wina leży po stronie tego, kto ją wywołał. Przecież „niegrzeczność” jest zwykle wywołana zmęczeniem, rozemocjonowaniem, niezaspokojonymi potrzebami lub po prostu błędnymi komunikatami.
Pozdrawiam,
Tak, dla rodzica, który ma kontakt ze sobą, z własnymi emocjami, jasne jest, że dane zachowanie czy reakcja dziecka (wrzucane do jednego worka pt. „niegrzeczne”) może być wynikiem bardzo wielu czynników. Najczęściej są to właśnie niezaspokojone lub niezauważone potrzeby dziecka. Małe dzieci nie potrafią ich artykułować wprost, a kiedy dorastają w rodzinie dysfunkcyjnej – nie mają szans nauczyć się tego robić. Dysfunkcyjny rodzic natomiast (lub rodzic, który nie ma kontaktu ze sobą i z własnym wewnętrznym dzieckiem), nie będzie widział tych potrzeb dziecka, nie zauważy swojego zmęczenia, nie będzie umiał radzić sobie z własnymi emocjami (aby nie „dokładać do ognia”), nie odczyta błędnych komunikatów itd. Każda relacja rodzic-dziecko będzie odzwierciedleniem świadomości i pracy rodzica nad własnymi ograniczeniami (w tym odszkolnienie siebie ktore wbrew pozorom nie dotyczy tylko szkoły / edukacji) lub ich braku. Tak w skrócie.