Unschooling to nie tylko zmiana spojrzenia na edukację…
„Unschooling to nie tylko zmiana spojrzenia na edukację — to proces oduczania się wszystkiego, czego nauczono nas o czasie, sukcesie i własnej wartości.” – Leah McDermott

Unschooling to nie tylko rezygnacja z nauki „pod testy i egzaminy”, czy odpuszczenie sobie dzielenia życia na szkolne przedmioty. To przede wszystkim zmiana sposobu, w jaki patrzymy na życie.
Od najmłodszych lat byliśmy uczeni – a właściwie warunkowani – że nasza wartość mierzy się tym, ile zrobimy, co osiągniemy i jak szybko dotrzemy do celu. Wpojono nam przekonanie, że nauka ma sens tylko wtedy, gdy można ją wpisać w tabelę, zaliczyć testem i potwierdzić świadectwem. Nauczono nas wierzyć, że produktywność określa naszą wartość, a sukces to spełnianie cudzych oczekiwań. Kazano nam przeznaczać swój czas na to, co nie daje radości, spełnienia ani satysfakcji – ale zaspokaja potrzeby i interesy dorosłych.
Ale życie… życie to nie wykres. To nie tor wyścigowy. Prawdziwe uczenie się dzieje się w każdej chwili, w każdym miejscu – nie tylko za zamkniętymi drzwiami klasy ani wtedy, gdy siedzimy nad książką. Rozwój nie zawsze jest widoczny i nie musi być oceniany – bo ma wartość samą w sobie. Czas (największe aktywo) należy do nas – w stu procentach. To od nas zależy, jak go wykorzystamy, na co go przeznaczymy. Nie ma jednej właściwej definicji sukcesu – każdy może stworzyć swoją własną, bo dla każdego oznacza on coś innego. A odpoczynek? Odpoczynek nie jest luksusem ani nagrodą. Jest przestrzenią, w której dusza wraca do siebie. Miejscem, gdzie zaczynamy naprawdę rozumieć. I powinien być dyktowany naszym wewnętrznym rytmem – nie szkolnym dzwonkiem ani planem lekcji.
Im więcej oduczamy się tego, co wpojono nam ze strachu – tym więcej odzyskujemy: wolności, lekkości, siebie. Warstwa po warstwie zrzucamy to, co nigdy nie było nasze. I zaczynamy naprawdę żyć. A co najważniejsze – pozwalamy na to także naszym dzieciom.

