„Dziecko, które potrafi wiązać sznurowadła w wieku pięciu lat, bo tego wymagało się od niego w przedszkolu lub też rodzice kładli nacisk na opanowanie tej konkretnej umiejętności, posiada po prostu umiejętność wiązania sznurowadeł.; potrafi zawiązać buty bez niczyjej pomocy. Ale jeśli całe życie takiego dziecka podporządkowane jest oczekiwaniom otoczenia i temu,, co mówią mu dorośli, nie ma w nim sprawczości i decyzyjności. Takie dziecko nie buduje również zaufania do samego siebie jako istoty kompetentnej i mającej wpływ na swoją rzeczywistość.
Sprawczość dziecka buduje się poprzez podmiotowe podejmowanie decyzji, które dotyczą bezpośrednio dziecka – na miarę jego wieku i możliwości. (…)

Sprawczość to możliwość – realna możliwość – wyboru i odmowy. Jeśli chcemy, aby nasze dziecko było sprawcze w przyszłości, musimy mu pozwolić być takim już teraz – sprawczym i decyzyjnym, mającym zaufanie do samego siebie (w pierwszej kolejności my potrzebujemy zaufać sobie). A to oznacza m.in. że nie wartościujemy aktywności dziecka, nie rozporządzamy jego czasem, nie wpychamy w grupy rówieśnicze – to są obszary życia, które bezpośrednio dotyczą dziecka. (…)
Twoje dziecko może potrafić wiele wspaniałych rzeczy, którymi możesz pochwalić się jako rodzic wśród znajomych i nieznajomych, może być bardzo samodzielne, a jednocześnie – jeśli funkcjonuje w środowisku kontroli (jaka panuje bezustannie w placówkach), może pozostać na bardzo długo zależne. Zależne od oczekiwań innych, od twoich rodzicielskich ambicji, od tego, co powinno, a czego nie powinno, co musi, a czego nie musi w życiu robić. Może mu się wydawać, że idzie własną drogą, podczas gdy podąża wytyczonym szlakiem.(…)
Dlatego dużo ważniejsze od tego czy dziecko będzie potrafiło wiązać te przysłowiowe sznurowadła i jak doskonale będzie to robiło jest to jaką drogą w tych butach pójdzie – czy tą skrojoną na „jego miarę” przez uszkolnione do szpiku kości społeczeństwo czy może zupełnie inną – swoją własną.(…) „