Nie zawsze widać rozwój, ale to nie znaczy, że on się nie wydarza
Nie zawsze widać rozwój, ale to nie znaczy, że on się nie wydarza.

Czy potrafisz dostrzec w codziennym życiu, jak doskonale dziecko potrafi skupić się na robieniu tego, co kocha? Jak bardzo angażuje się w podjętą przez siebie czynność, działanie czy zadanie, które samo sobie wyznaczyło?
Nie jest istotne, co to jest – czytanie, rysowanie, jazda na rolkach, bujanie się w hamaku, budowanie z klocków LEGO, skakanie na trampolinie, układanie puzzli, wygniatanie ciasta, granie na gitarze, zabawa z kotem, kolekcjonowanie „dziwnych” rzeczy czy przechodzenie kolejnego poziomu w ulubionej grze. Wygląda, jak gdyby świat wokół nie istniał – jest tylko ono i to konkretne działanie, które podejmuje, aby nauczyć się tego, czego w danym momencie potrzebuje.
Wartościowanie wynika z naszego uszkolnienia – z przekonania, że wiemy lepiej, co jest dla dziecka lepsze (czyt. bardziej „edukacyjne”, bardziej przydatne w przyszłości). Uszkolnione społeczeństwo wymusza na rodzicach konkretne zachowania i trzymanie się określonego wzorca. Dlatego od momentu pojawienia się dziecka na świecie zaczynają oni – bardziej lub mniej świadomie – przygotowywać je do szkoły.
Stąd od początku, zazwyczaj podświadomie, dorośli wzmacniają (a nawet świadomie nagradzają) u dzieci te aktywności, które są zgodne z wytycznymi przedszkoli i szkół. Reszta ląduje w koszu pt. „zabawa” – czyli coś, czym dziecko zajmuje się, kiedy właściwie nic sensownego nie robi 🙂
Tymczasem dla dziecka nie istnieje sztuczny podział na zabawę i naukę. Każda aktywność, każde działanie to uczenie się życia i zgłębianie jego tajemnic. Mając świadomość tego, że dzieci uczą się w każdym momencie, nie wartościujesz podejmowanych przez dziecko działań i aktywności – szanujesz, wspierasz, towarzyszysz i podążasz. Ufasz, że ono samo potrafi podążać w tę stronę, gdzie tkwi jej/jego największy potencjał.
Jeśli sama byłaś sterowana w dzieciństwie, jeśli głównie wykonywałaś polecenia i stawiane przed tobą zadania i obowiązki – bardzo trudno wrócić do tej sprawczości, którą mają małe dzieci, kiedy na przykład same z siebie podejmują setki prób, żeby stanąć na własne nogi.
Być może teraz trudno ci dostrzec cały obraz, ale on jeszcze nie jest skończony – on się wyłania kawałek po kawałku, jest tkany działaniami dziecka jak kanwa. Nie jesteś jego autorem i być może nigdy nie pojmiesz sensu, ale ten, kto tka obraz, widzi oczyma duszy. A każdy z nas tka swoje obrazy. I jeśli ufasz, ze twoje obrazy są warte tkania czy malowania, zaufaj także dziecku – nie narzucaj swoich interpretacji. Ono nie chce kopiować i odtwarzać twoich obrazów. Ono chce tworzyć swoje własne dzieła.



Pełna zgoda. A poza tym czas nudy też jest ważny – dla odpoczynku i przemyślenia tego, co się dotychczas zrobiło.
Pozdrawiam.
Dokładnie, a czasem też po to, by nabrać dystansu i chęci do dalszego działania. Często jest tak, że potrzebujemy tej nudy, aby ruszyć dalej. U dzieci widzę, że po takich okresach występuje eksplozja pomysłów i entuzjazmu do działania w obranym przez siebie kierunku.