Mity, fakty i różnice – Edukacja domowa vs Unschooling – Mit #4

Przekonanie, że edukację domową lub unschooling wybierają wyłącznie „bogate snoby” , to jeden z częściej powtarzanych mitów – ale nie ma on pokrycia w rzeczywistości. Znam wiele rodzin edukujących domowo, które żyją na przeciętnym poziomie finansowym, a mimo to decydują się na edukację domową lub unschooling.

Tak naprawdę nie chodzi tu o pieniądze, lecz o priorytety. Życie bez szkoły daje ogromną swobodę i możliwości, których nie mają rodziny związane z systemem placówkowym. Zyskujemy więcej czasu, rozwijamy kreatywność i nierzadko oszczędzamy na wielu wydatkach, które w przypadku szkoły byłyby konieczne – od wyprawki, przez transport, po składki i wycieczki.

W unschoolingu nie musimy co roku kupować przyborów szkolnych ani kompletować wyprawki w sierpniu, ponieważ zaopatrujemy się w materiały edukacyjne wtedy, kiedy rzeczywiście są potrzebne. Nie korzystamy z tradycyjnych podręczników ani zeszytów ćwiczeń — chyba że dziecko chce i lubi na nich pracować. Nie zatrudniamy korepetytorów tylko po to, by lepiej przygotować dziecko do egzaminów. Zamiast tego inwestujemy w kursy i zajęcia, które samo wybiera – zgodnie ze swoimi zainteresowaniami.

Koszt zajęć dodatkowych, w których uczestniczy dziecko, jest indywidualny dla każdej rodziny i zależy od jej potrzeb. Dużym plusem jest możliwość wyboru zajęć w godzinach przedpołudniowych — te bywają tańsze od popołudniowych, a dodatkowo unikamy tłumów, np. na basenie czy w pracowni plastycznej.

To samo dotyczy wycieczek tematycznych i kulturalnych — do muzeów, teatrów czy galerii sztuki. Możliwość wyboru dogodnych godzin często wiąże się z niższymi kosztami. W sezonie wakacyjnym, gdy dzieci uczęszczające do tradycyjnych szkół mają przerwę, ceny atrakcji wzrastają nawet kilkukrotnie, a popularne miejsca są zatłoczone. Edukacja domowa pozwala tego uniknąć.

Odpadają także codzienne koszty transportu do i ze szkoły — co przy większej liczbie dzieci (często uczęszczających do różnych placówek) bywa bardzo obciążające czasowo i finansowo. Nie ponosimy też kosztów takich jak: prezenty i składki dla nauczycieli, cotygodniowe urodziny kolegów z klasy, mundurki czy odzież galową.

Nie ma również dylematów związanych z obowiązkowymi wycieczkami szkolnymi, które bywają kosztowne (opłata za wyjazd, kieszonkowe, zakup niezbędnych rzeczy). W edukacji domowej czy unschoolingu to my decydujemy, na jakie wyjazdy się wybieramy i ile chcemy na nie przeznaczyć.

Koszty korepetycji i tzw. zajęć wyrównawczych również znikają — w edukacji domowej są rzadko potrzebne, a w unschoolingu wręcz niepotrzebne, ponieważ dzieci nie uczą się „pod testy” ani egzaminy. Istnieje wiele darmowych materiałów edukacyjnych, a dostęp do platform online można kupić za niewielką opłatą. Książki dobieramy indywidualnie, kupując je na bieżąco — zgodnie z aktualnymi zainteresowaniami dziecka.

Dzięki temu nie stresuję się latem wyprawką na nowy rok szkolny. Nie interesuje mnie, jaki mundurek kupić ani jakie podręczniki, zeszyty ćwiczeń, przybory szkolne czy pomoce naukowe są wymagane.

Podążamy za dzieckiem i wspieramy jego pasje. Inwestujemy w to, co naprawdę je rozwija. W naszym przypadku głównym wydatkiem są wysokiej jakości materiały plastyczne i malarskie — nasza córka używa ich niemal codziennie w swoich projektach artystycznych.

Największym kosztem jest czesne szkoły — jeśli dziecko (lub dzieci) zapisane są do szkoły online (np. Chmura, która wprowadziła opłaty miesięczne) lub innej szkoły parasolowej, gdzie czesne płaci się za caly rok.
Na szczęście takich szkół jest wiele, więc można wybrać taką, która jest stosunkowo tania i odpowiada naszym potrzebom (jeśli chcesz uzyskać więcej informacji na te temat – zapraszam do kontaktu).

Na koniec warto dodać coś bardzo ważnego: brak presji grupowej.
Dzieci nie porównują się z innymi, nie odczuwają potrzeby posiadania markowych ubrań ani drogich gadżetów. Dzięki temu uczą się żyć zgodnie z własnymi wartościami, nie podążając ślepo za modą, a my nie musimy przepłacać za markowe ubrania czy modne gadżety.

Podsumowując, w praktyce nasze wydatki związane z edukacją są zrównoważone przez wszystkie inne koszty, które ponieślibyśmy, gdyby dziecko uczęszczało do tradycyjnej placówki. A przede wszystkim — są niczym w porównaniu z wolnością, jaką daje nam życie bez presji placówki. A tej wolności nie da się przeliczyć na żadne pieniądze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *