Mity, fakty i różnice – Edukacja domowa vs Unschooling – Mit #2
Mit numer 2 to przekonanie, że dzieci w edukacji domowej/unschoolingu nie mają przyjaciół i są izolowane od świata.
To tak naprawdę temat rzeka, w skrócie mówiąc, jest to najbardziej zakorzeniony w społeczeństwie mit , który powiela wielu rodziców ale także edukatorów.

Oczywiście, ze istnieje wiele okazji do kontaktu z różnymi ludźmi zarówno w codziennym życiu, jak i w grupach edukacji domowej. Rodzice w edukacji domowej zazwyczaj dbają bardzo o to, by ich dzieci spotykały się regularnie z rówieśnikami i dorosłymi w różnych środowiskach – od spacerów i zakupów, po warsztaty, zajęcia tematyczne czy wspólne wyjścia. Lokalne grupy edukacji domowej organizują zarówno spotkania towarzyskie, jak i zajęcia o charakterze edukacyjnym, sportowym czy kulturalnym, np. wizyty w muzeach, teatrze, wycieczki przyrodnicze i naukowe. Dzieci mają szansę uczyć się w sposób zróżnicowany, wśród osób w różnym wieku, co sprzyja rozwijaniu umiejętności społecznych w naturalny sposób. Dostępne są także liczne kluby i zajęcia dodatkowe, takie jak taniec, harcerstwo, sztuki walki, języki obce czy zajęcia artystyczne, co sprawia, że dzieci w edukacji domowej nie tylko nie są izolowane, ale wręcz mają bogate życie społeczne. Rodzice mają tendencję do zapisywania dzieci na te zajęcia które pomogą im w realizacji programu nauczania. Często też organizują dzieciom formalne lekcje w ramach korepetycji, aby poprawić wyniki lub przygotować dziecko do egzaminów. Rodzice zazwyczaj posiłkują się planerami, aby dokładnie zorganizować czas swoim dzieciom. Jednak presja placówki sprawia, że rodzice nakładają na dzieci zbyt wiele – zajęcia, obowiązki i spotkania nie wynikają często z potrzeb dzieci a są jedynie spełnieniem oczekiwań dorosłych, Stąd często po pierwszych zachwytach edukacja domową (szczególnie powyżej klasy trzeciej kiedy przedmiotów w szkole przybywa, a program nauczania ulega rozszerzeniu), pojawia się zmęczenie i wypalenie zarówno dzieci jak i rodziców.
W unschoolingu dzieci także mają nieograniczony dostęp do zasobów świata zewnętrznego, do przeróżnych miejsc i ludzi. Natomiast wybór zajęć, warsztatów, przeróżnych wyjść czy wyjazdów w plener nie jest dyktowany potrzebą sprostania wymagań systemowych, a autentycznym potrzebom edukacyjnym i celom dziecka/dzieci. Brak presji placówki sprawia, że dzieci i rodzice mają zupełną swobodę w tym zakresie i mogą dostosować częstotliwość kontaktów towarzyskich do indywidualnych potrzeb swoich dzieci . Mając na uwadze to, że potrzeba kontaktów towarzyskich oraz sposoby ich zaspokojenia mogą się znacznie różnić u dzieci na różnym etapie ich życia – rodzice w unschoolingu szanują to i adekwatnie reagują na zmieniające się potrzeby dzieci. To dzieci decydują z kim chcą się spotykać, na jakie zajęcia chodzić, w czym uczestniczyć, z jaką częstotliwością itd. W unschoolingu raczej nie trzymamy się jakiegoś z góry ustalonego grafiku lub planu na tygodnie i miesiące. Większość z tego co robimy wypływa zupełnie spontanicznie z konkretnych potrzeb nauczenia się , doświadczenia czegoś, co w danym okresie jest dzieciom potrzebne, zajmuje ich i interesuje. Dlatego w unschoolingu rodzice podążają za tym, co naprawdę pasjonuje ich dzieci, zamiast sugerować im zajmowanie się tym, co „przyda się w przyszłości” lub będzie wymagane na egzaminie. Uczestnictwo w znaczącym dla siebie otoczeniu, przyjaźnie, które dzieci nawiązują, i relacje, które budują, opierają się głównie na wspólnych zainteresowaniach i celach – dlatego dają im poczucie autentycznej satysfakcji. W unschoolingu nie liczy się ilość kontaktów, ale ich jakość. Dzieci po prostu mają czas na głębokie, naturalne budowanie relacji z innymi ludźmi.
Jesteś w edukacji domowej lub unschoolingu? Podziel się w komentarzu, jak to wygląda u was – każda historia ma znaczenie i może zainspirować innych!

