„W unschoolingu wszystko zaczyna się i skupia się na tej konkretnej rodzinie. To naturalne, ze większość tego, co dzieje się w obrębie rodziny podporządkowane jest dziecku/dzieciom. Również to, co dzieje się edukacyjnie skupia się głównie na dzieciach i to jest w porządku. Tak powinno właśnie być – koncentrujemy się na dziecku, zamiast na tych wszystkich pierdołach i pierdółkach związanych z organizowaniem sobie i dzieciom czasu pod wymogi, zalecenia i oczekiwania placówki. Nie musimy kierować się planem lekcji, skupiać na jakiejś konkretnej kolejności, na podziale życia na przedmioty, na statystykach, na usprawiedliwianiu nieobecności, na wywiadówkach, spotkaniach klasowych, za-kupach szkolnych pod koniec sierpnia, podręcznikach, na podążaniu za jakimś programem nauczania czy w końcu przygotowywaniu się do testów i egzaminów. Tego wszystkiego po prostu nie ma w naszym życiu. A dzięki temu zyskujemy czas i przestrzeń, a dzieci mogą wreszcie wziąć sprawy zwią-zane z własną edukację w swoje ręce.