„Pomysł, że dzieci nie będą się uczyć bez stosowania zewnętrznych nagród i kar, lub w zdeprawowanym żargonie behawiorystów, „pozytywnych i negatywnych wzmocnień”, zwykle staje się samospełniającą się przepowiednią. Jeśli będziemy traktować dzieci wystarczająco długo tak, jakby to była prawda, uwierzą, że to prawda. Wiele osób mówiło mi: „Gdybyśmy nie zmuszali dzieci do robienia różnych rzeczy, to nic by nie robiły”. Co gorsza, mówią: „Gdybym nie był zmuszany do robienia różnych rzeczy, nic bym nie robił”. To credo niewolnika”. – John Holt “How Children Fail”

Czy kierujesz się tym przesłaniam, które tzw. „społeczeństwo” (czyli większość, która słucha „autorytetów”, celebrytów, mediów) wciąż wpaja rodzicom od początku pojawienia się ich dzieci na świecie? Filarami, na których opiera się głoszenie i przekazywanie takich „prawd” są: strach i potrzeba kontroli.
Posłuszeństwo, strach przed karą, zewnętrzna motywacja, narzucone reguły i plan dnia, zminimalizowanie czasu na kreatywne działania, zabawę i ruch, tzw. „czas wolny” (i jego przeciwieństwo czyli czas zawłaszczony przez innych), odpoczynek i sen itd. – to wszystko podtrzymuje i żywi wszelkie instytucje sprawujące kontrolę. Od wczesnego dzieciństwa uczeni jesteśmy zaufania do autorytetów, które mówią co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić, w jaki sposób, kiedy, gdzie, z kim i ile czasu.
Nie, nie chodzi o reguły i naturalne prawa, nie chodzi też o zupełnie logiczne zasady (np. zasad ruchu drogowego czy zachowania się przy stole) – takich praw i zasad dzieci z powodzeniem uczą się w zdrowych, opartych na zaufaniu i szacunku rodzinach. Dokładnie tak samo jak uczą się wszystkiego innego. Przekonanie, że bez zewnętrznej kontroli takich instytucji jak szkoła czy kościół twoje dzieci wyrosną na zdeprawowanych analfabetów jest przekonaniem, które wyniosłaś ze szkoły i/lub z kościoła. Tak jak wiele innych przekonań, które w uszkolnionym do szpiku kości społeczeństwie funkcjonują.
Szkoła nie ma nic wspólnego z tym jak naprawdę uczą się dzieci, tak samo jak kościół nie ma nic wspólnego z twoją wiarą i relacją z Bogiem. To tylko zewnętrzne atrybuty autorytetów stworzone przez ludzi po to, by kontrolować innych ludzi. Jeśli to sobie uświadomisz, nie będziesz potrzebować ani jednego ani drugiego.
Na czym zatem budujesz swoją unikalną relację z dzieckiem? Komu ufasz? Czy potrafisz zaufać swojemu dziecku, a przede wszystkim sobie, i temu, że jesteś kompetentnym rodzicem? Może już czas, by zrzucić jarzmo niewolnika, wstać z kolan i przestać cedować swoje prawa i obowiązki, ale i przywileje na instytucje?
Zacznij od odszkolnienia siebie zanim zaczniesz narzekać na dzieci, że nie potrafią się uczyć. Na początek polecam ci świetna książkę w tym temacie: „DESCHOOLING dla Początkujących. Jak się odszkolnić, aby odzyskać swoją wewnętrzną moc i z radością podążać za sobą i dziećmi”. Książkę znajdziesz tutaj: sklep.wolnedziecinstwo.pl
A jeśli potrzebujesz wsparcia w swoim procesie odszkolnienia, lub pragniesz porozmawiać na tematy, które szczególnie cię poruszają – zapraszam cię na indywidualne sesje rodzicielskie – info oraz możliwość rezerwacji znajdziesz pod tym linkiem.